Tak myślę

Początki zero waste – jak śmiecić mniej

początki zero waste

W moim odczuciu Zero Waste to dosyć trudny styl życia. Cały czas próbuję ograniczyć produkcję śmieci w naszym domu, ale w wielu kwestiach mi to nie wychodzi, w niektórych po prostu się poddałam. Jest jednak kilka bardzo prostych sposobów na zmniejszenie skutków naszego współczesnego życia, tak destrukcyjnego dla planety.

Zero Waste to styl życia, w którym zakłada się niemarnowanie, brak odpadów – recykling lub upcykling i najlepiej zero plastiku – bo trzeba powiedzieć to jasno: najgorszy jest właśnie plastik, o czym mogliście poczytać w poprzednim wpisie (Plastikowy ekosystem). Są ludzie, którzy w ciągu roku potrafią wyprodukować jeden słoik odpadów. Litrowy słoik śmieci przez cały rok. Myślę o tym i nie potrafię tego ogarnąć swoim rozumem. Jak to w ogóle możliwe? Czy to realne? Nie dla mnie. Może to przyzwyczajenie do wygód współczesnego życia, może brak wiedzy i znajomości innych rozwiązań, a może lenistwo. Nie chcę wchodzić aż tak głęboko w analizy. Mimo wszystko mogę szczerze powiedzieć: nie umiem być Zero Waste.

Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by się starać. Podobno najważniejsze są małe kroki i liczba osób, która je zrobi – nawet małe zmiany w życiu setki osób mogą przynieść lepszy efekt, niż działania jednego radykalisty.

Dlatego przedstawiam Wam te proste sposoby, które nie zmieniły mojego życia w szczególny sposób, nie miały wpływu na moją codzienność, a jednak dały tę świadomość, że robię coś lepiej i wciąż się staram.

15 sposobów na zmniejszenie produkcji śmieci

  • Worki wielorazowe – jeśli faktycznie potrzebujesz worka, korzystaj z wielorazowego. W Gdańsku są miejsca, gdzie na wagę można kupić nawet produkty sypkie, takie jak ryż czy kasza. Nie wszędzie jest to możliwe, ale worki materiałowe sprawdzają się też przy ziemniakach, jabłkach czy innych produktach, które kupujemy w dużej ilości. Nasze wyszły spod ręki Pani Krysi, której jeszcze raz dziękuję – to był początek kolejnych zmian.
  •  Własne pudełka – idąc na zakupy warto wziąć ze sobą pudełko – jeśli jesz mięso, będzie to świetna alternatywa dla foliówki, można w nie zapakować też inne mokre produkty na wagę, jak choćby surówki czy wyroby garmażeryjne. Warto poprosić sprzedawcę o wytarowanie wagi – choć niektórzy robią problemy.
  • Worki na śmieci – używanie plastiku, by opakować jeszcze więcej plastiku. Wystarczy wyłożyć kosz na śmieci gazetami, żeby resztki nie przykleiły się do dna, wysypywać zawartość prosto do osiedlowego śmietnika i raz na jakiś czas ten kosz umyć.
  • Przemyślane zakupy – bardzo dużo mówi się o marnowaniu żywności w supermarketach, za to temat planowania zakupów jest dosyć świeży. Często kupujemy za dużo i nie nadążamy wszystkiego jeść, w efekcie wyrzucając jedzenie do kosza. W naszym domu nie marnujemy jedzenia od dawna – wiemy, ile możemy zjeść i z myślą o tym robimy zakupy.
  • Mydło w kostce – jest tańsze, bardziej wydajne, działa identycznie – same zalety! Używam go również do mycia ciała, sprawdza się tak samo, jak żel w plastikowej butelce.
  • Mydło węglowe – to produkt naturalny, nie tylko przyjazny środowisku, ale i cerze – przeciwdziała wszelkim wypryskom i innym problemom skórnym. Z powodzeniem zastąpi również płyn do higieny intymnej.
  • Domowe maseczki i peelingi – można je zrobić z sody i soli, olejów, owoców i warzyw, płatków owsianych, a nawet fusów po kawie. Wbrew pozorom nie są czasochłonne – mieszamy składniki i mamy produkt naturalny o pewnym składzie.
  • Kremy i balsamy – w pielęgnacji ciała w końcu przekonałam się do oleju kokosowego. Wciąż szukam dobrego oleju do twarzy.
  • Kubeczek menstruacyjny – temu poświęcę oddzielny wpis, bo poza ekologią to również higiena, komfort i wygoda. Jednak już teraz mogę powiedzieć, że jestem z niego bardzo zadowolona. Nie kupuję już podpasek czy tamponów – kobieta w ciągu życia zużywa około 130 kg tych produktów.
  • Szmatki i gąbki do mycia naczyń– wymienione na materiałowe, które można wyprać w pralce i ponownie użyć.
  • Papier toaletowy – okazuje się, że nadal można kupować rolki na sztuki opakowane w papier, a jego jakość jest dużo lepsza niż ta, którą kojarzymy z dworców kolejowych i niewiele odbiega od tych z wytłoczonymi kwiatkami czy misiami.
  • Sprzątanie po psach – używam ręczników papierowych. Są opakowane w folię, ale to nieporównywalnie mniejsza ilość, niż w przypadku oddzielnego woreczka na każdą kupę.
  • Szkło lub karton – produkty takie jak ketchup, przecier pomidorowy, wszelkie napoje, alkohole i wiele innych można kupić w szklanym opakowaniu, które jest poddawane recyklingowi. Makarony czy wcześniej wspomniane mydła można dostać w opakowaniu kartonowym. Jeśli tylko istnieje taka alternatywa, wybieram produkty bez plastiku.
  • Wspieram lokalnych dostawców – mówi się o tym dużo, żeby ratować lokalną gospodarkę. Kwestia transportu często jest pomijana, a właśnie w całym procesie dystrybucji wykorzystuje się ogromne ilości opakowań. A nic nie smakuje tak dobrze, jak pomidory od pana z pobliskiego warzywniaka.

Wybór

To chyba najważniejsze rzeczy, które można tak po prostu wybrać. Bez większych trudności, komplikacji, nerwów czy straty czasu i nadwyrężenia budżetu. Z czasem wydają mi się całkiem oczywiste. Fakt – miałam kilka dziwnych sytuacji, kiedy ktoś z obsługi nie potrafił ogarnąć ziemniaków w materiałowym worku. Nie raz tłumaczono mi, że foliówki są darmowe, więc można brać. Nie wszystko dostaję w przydomowej Biedronce, jednak w tygodniu zawsze zdarza mi się przechodzić obok jakiegoś sklepu, gdzie są rzeczy, których potrzebuję. Uzupełnienie produktów sypkich wymaga wycieczki do konkretnego sklepu, ale robimy to tylko raz w miesiącu i to wystarcza. Nie kupuję w nadmiarze, więc wiem, co mamy w kuchni i nie muszę szczególnie planować zakupów – po prostu o większości rzeczy pamiętam. Wszystko to tylko kwestia świadomości. Gdy myślę o ilości śmieci produkowanej przez przeciętnego Polaka, wiem że nie chcę przykładać do tego ręki, tylko choć trochę zaniżyć tę statystykę.

Nie jestem Zero Waste

Nadal używam kosmetyków do makijażu, których nie umiem niczym zastąpić, korzystam z szamponu i odżywki, bo mydło w kostce nijak się nie sprawdziło, nadal jem słodycze w folii, gdy najdzie mnie ochota. Z tofu, mleka roślinnego (fortyfikowanego w wapń), siana dla królików czy karmy dla kotów nie zrezygnuję, a nie mają odpowiadającej mi alternatywy. Niektórych kwestii po prostu jeszcze nie chcę lub nie jestem w stanie przeskoczyć, więc godzę się z nimi. Nie mogę też wpłynąć na wybory bliskich mi osób czy znajomych.

Pozostaje mówić o tym, co wiem, uzupełniać wiedzę na tematy do tej pory mi obce i próbować cokolwiek zmienić. Mam więc nadzieję, że skorzystacie z przynajmniej jednego sposobu i odciążycie moje sumienie, które nie daje mi spokoju po każdej zjedzonej paczce ciastek. Tak dla równowagi. A jeśli chcecie wiedzieć jeszcze więcej, to odsyłam na blog Hodowla Słów, która jest moim małym guru w kwestiach zero-wastowych, w duecie z niezastąpioną Panią Krysią.

%d bloggers like this: