Tak myślę

Lekkość

spokój i lekkość

Odnajduję spokój. Zamykam oczy i czuję, jak napływa, wypełnia mnie. Czuję równowagę, zgodę, cieszę się z tego, gdzie jestem, co robię i przede wszystkim kim się staję. Mimo niedoprecyzowanego celu idę do przodu i zbliżam się coraz bardziej do siebie. Więcej – do siebie, jaką chcę się widzieć, jaką noszę w sobie.

Naczytałam się wiele pięknych i inspirujących treści, w których zawarte było wszystko to, czego pragnęłabym dla siebie. Równowaga, spokój, opanowanie i odnajdywanie piękna w codzienności. Trochę powrót do czasów hipisowskich na współczesną modłę, tylko bez promocji jarania trawy. Niby-proste recepty na szczęście próbowałam siłą woli wtłoczyć w swoją rzeczywistość i wieść życie rodem z Instagrama. Było dobrze, póki było. Z idyllicznej równowagi wytrącały mnie potknięcia i wszelkie komplikacje. Niełatwo żyć lekko.

Mimo wszystko czuję spokój. Spodziewałam się olśnienia w dniu, w którym w pełni poczuję, że jestem osadzona tu i teraz. Nic takiego nie przyszło. W międzyczasie z wielu rzeczy zrezygnowałam, zgubiłam sens działania, straciłam z oczu cel, do którego kiedyś chciałam dążyć. Miałam wrażenie, że kogoś zawodzę. Przede wszystkim zawiodłam swoje ambicje. Upłynęło sporo czasu, zanim się z tym pogodziłam i mogłam powiedzieć na głos, że nie dałam rady. Wtedy przyszło zrozumienie i słuchanie siebie. Od początku.

Ciężko mi o tym pisać, bo jest to stan niedookreślony. Nie ma na to przepisu, stosowanie „10 sposobów na życie slow” zwyczajnie nie działa, gdy myśli wciąż zagłusza zadyszka ich gonitwy. To ciągłe poznawanie, odkrywanie i przede wszystkim słuchanie siebie. Wszem i wobec promowane zadowolenie z życia nie przynosi żadnej wiedzy, tylko ogłupiające poczucie, że coś z nami nie tak, nie umiemy żyć tak, jak teoretycznie powinniśmy, a myślenie o ideach nie jest równoznaczne z osiągnięciem ich i czasem bardziej frustruje, niż zbliża do celu. Spychane na bok uczucia smutku, rozdrażnienia czy braku satysfakcji z życia stają się współczesnym tematem tabu, wśród wszechobecnych, wypunktowanych sposobów jak sobie z nimi poradzić. Oddalamy się od siebie, w pozornych próbach akceptacji.

Tu i teraz z dystansu

Najważniejszą kwestią jest świadomie dać sobie czas na słabości. Nie pasuje to do ogólnej otoczki, jednak jest czymś zupełnie naturalnym.To zwątpienie w sens prowadzące do przemyśleń, do weryfikacji wartości, którymi się kierujemy i ich reorganizacji. To nic innego, jak przebudowa celów, motywacji i świadomości własnych sił.

Wydaje mi się, że spokój i równowaga zbyt często i błędnie są utożsamiane ze szczęściem, choć to stany wzajemnie powiązane. Zrozumienie różnicy między nimi zajęło mi sporo czasu. Dla mnie to sposób radzenia sobie z tym, co się ma. To siła, którą można w sobie znaleźć niezależnie od okoliczności. To dystans do tego, co smuci, wyciąganie wniosków i docenianie odebranej lekcji.

W tej chwili czuję już lekkie oderwanie. Czuję, że wszystko wokół dotyka mnie delikatniej, zaznacza swoją obecność, jednak nie ma wpływu na to, jak się zachowam i w którą stronę skieruję myśli o dalszych planach. Poznałam siebie lepiej, znam swoje siły i marzenia i zamiast biec do nich na oślep, powoli liczę kroki, a każdy jeden przynosi satysfakcję. Odkrywam, kim jestem w swoich oczach, zamiast gnać za niedopowiedzianą kreacją.

Nie istnieje idealne, szczęśliwe życie, a zachowywanie buddyjskiego spokoju nie uchroni nikogo przed mniejszymi lub większymi problemami. Żyjemy wśród ludzi i nie zawsze mamy wpływ na to, co dzieje się wokół. Pogoda ducha i melancholia przeplatają się naturalnie i jednocześnie są nierozerwalne. Wszystkie przeżycia są dane jednej osobie – przyjęcie, zrozumienie i zaakceptowanie całości, pozwala lepiej poznać siebie. W jednym człowieku nie ma miejsca na wybiórczość. Należy celebrować chwile uniesienia, dzielić się szczęściem w zaraźliwym śmiechu i analizować własne przygnębienie, bez popadania w skrajność szukać jego przyczyny. Akceptować swój stan, za każdym razem czerpiąc z niego wszystko, czego można użyć na własną korzyść. To nie prowadzi do bezwarunkowego szczęścia, tylko uczy dystansu i nadaje codzienności lekkość.

%d bloggers like this: